poniedziałek, 20 czerwca 2016

58. Przepraszam, ale ja tak nie mogę.

- Byś może ruszył tą dupę z tej kanapy i coś pożytecznego zrobił ?! A nie ! Cały dzień leżysz rozwalony na tej kanapie i nic nie robisz ! Bo najlepiej jest mieć wszystko w dupie ! Dobrze, że tu teraz nie ma Lu. – wielce nie wzruszony pokiwał tylko bezinteresownie ramionami. – Chociaż sprzątnij tę koszulkę. – powiedziałam i rzuciłam mu w twarz czarnym materiałem.
- Zachowujemy się jak stare małżeństwo. – stwierdził, wcale na mnie nie patrząc.
- Cieszę się, że to dostrzegłeś. – rzuciłam sarkastycznie i poszłam na górę się ogarnąć i jechać do miasta. Bo oczywiście wielce królewicz nic nie załatwi.

* Następnego dnia rano *

Popijaliśmy w ciszy kawę. Cisza była przytłaczająca. W nocy mogło być tak pięknie, ale oczywiście coś, albo raczej humorek mojego męża, musiał to popsuć. Teraz śpimy z dwóch stron swojego łóżka, w odległości od siebie, która wynosi około 0,5 metra.
- Wiesz co ? To już nie ma sensu. – stwierdziłam i upiłam łyk gorącej cieczy.
- Też tak sądzę. – powiedział beznamiętnie. Bez żadnych uczuć.
- W najbliższym czasie przygotuję papiery rozwodowe. – rzekłam i odstawiłam kubek do zlewu, razem z tym, który należał do Neymara. Potem rzuciłam tylko krótkie „cześć” i wyszłam z domu.

***

- O jesteś. Weź na chwilę chodź pogadać ze mną do kuchni. – oznajmił po czym wziął córkę i usadził ją na dywanie w salonie.
- No co ? – zapytałam zdezorientowana.
- Co się z nami stało ?
Bądź dużym chłopcem i przestać do mnie słać pytania. Twe słowa to ciągi liczb, nie ułożę z nich równania. Nie umiem być suką, a ty sypiesz mi piach w ozy. Mam dosyć już chłopców co nie potrafią mnie zaskoczyć. – powiedziałam, machnęłam ręką i zaczęłam się zbierać.

***

Wieczorem zbierałam się na spotkanie z moim kochankiem.
- Zajmiesz się małą ? Nie wiem czy wrócę na noc, ale to jeszcze nic pewnego. Zależy ile przeciągnie się spotkanie. – oczywiście musiałam mu wkręcić, że idę na spotkanie biznesowe.
- Tak, baw się dobrze. – szczerze się uśmiechną. Ucałowałam tylko córeczkę i dałam Neymarowi buziaka w policzek. Kiedy tylko odwróciłam się szepnęłam pod nosem. – Będę. Założyłam tylko buty i wzięłam torebkę, w której miałam kosmetyczkę i ubrania.
Wyjechałam z garażu samochodem i pojechałam prosto pod dom mojego ‘przyjaciela’.

***

Kiedy dojechałam na miejsce zauważyłam, że światła w domu się świeciły, to znaczy, że czekał. Czekał na mnie.
Weszłam do środka i przywitałam się z kochankiem soczystym całusem w usta. Pogadaliśmy do późnych godzin wieczornych. Potem postanowiłam wrócić do domu, aby Neymar się nie zorientował, bo wtedy mogłoby być nieciekawie. A nie chciałabym tego, choć tak bardzo go nienawidzę. I już niestety ni kocham. Ale zasłużył sobie na to. Tak jak ja sobie na to zasłużyłam. Mam nadzieję, że będzie dobrze.

* Następnego dnia *

Wstałam rano. Wyszłam z pokoju gościnnego i pomaszerowałam do naszej byłej sypialni. Wzięłam ubrania i poszłam do łazienki. Neymar spał na brzuchu jak zabity. Był bez koszulki, ale jakoś wcale mnie to nie zainteresowało. Już mnie po prostu nie kręcił.

***

- Fajnie się tobą tatuś zajmował. – powiedziałam i wyjęłam z pod ławy pustą butelkę po wódce. Myślałam, że go uduszę w tamtym momencie. Zobaczyłam czy moja córeczka grzecznie się bawi i poszłam na górę razem z butelką.
- Wstawaj ! – krzyknęłam. Dopiero teraz poczułam woń alkoholu.
Neymar przetarł twarz rękami i spojrzał na mnie. Miał czerwone oczy. Ni mówcie mi, że jeszcze do tego palił.
- Miałeś się wczoraj córką zając, a nie pić ! – krzyknęłam i postawiłam butelkę na komodę, choć miałam ochotę nią rzucić o ziemię, tak, aby roztrzaskała się na milion kawałków.
- Daruj sobie ! Nic wielkiego się nie stało ! – przetarł ponownie ręką oczy.
- Nic się nie stało ?! Nic się kurna nie stało ?! – myślałam, że go tam na miejscu uduszę.
- No nic się nie stało.
- Ile ty masz lat, co ?
- No… 26.
- Mam mniej, a jestem mądrzejsza od ciebie. – rzuciłam na odchodne i wyszłam z tej jego sypialni. Zeszłam na dół, wzięłam na dół i wyszłam z domu. Postanowiłam tu wrócić dopiero wieczorem.

***

Czas zleciał szybko. Razem z Shak i Anto gadałyśmy na różne tematy. Moja córeczka usnęła w samochodzie, więc kiedy byłam w domu, zaniosłam ją na górę i ułożyłam w łóżeczku. Widziałam, że na dole w salonie siedział Neymar, więc postanowiłam z nim pogadać. Patrzył w telefon. Usiadłam obok niego i spojrzał na mnie. Miał czerwone oczy, ale też czułam alkohol.
- Piłeś. – stwierdziłam.
- Nie, ćpałem. – odburknął.
- Co ty robisz ze swoim życiem ? – zapytałam spokojnie. On schował telefon do kieszeni i spojrzał na mnie.
- Nic. – roześmiał się, ale po chwili spoważniał, kiedy spojrzałam na niego ‘spod byka’. – To co ty zrobiłaś z moim. – stwierdził.
- A co ja zrobiłam niby z twoim życiem ? Wyjaśnij mi bo nie rozumiem ? Wydaje mi się, że to dzięki mnie przestałeś pić, ćpać, palić, więc co ja mogłam zrobić nie tak ?
- To, że kiedy wszystko się sypało między nami, to nie próbowałaś tego ratować. Ja to tylko ratowałem. To ja podawałem ci rękę, kiedy spadałaś. Miałaś mnie w dupie. Ten związek się rozpadał, ty byłaś tego świadoma, ale nic nie zrobiłaś ! – podniósł minimalnie głos.
- Bo wiedziałam, że nie ma czego ratować.
- Skąd mogłaś to wiedzieć ? – spojrzał głęboko w moje oczy.
- Bo każda nasza kłótnia kończyła się kilkudniowym nie odzywaniem się do siebie, albo wyprowadzką na kilka dni.
- Ale każda kłótnia jest inna. – rzekł.
- Ale ich było już za dużo ! – krzyknęłam, ale tak, aby nie obudzić małej.
- Zamknij się ! – powiedział i wpił się w moje usta. Tego mi brakowało, ale wiem, ze tak nie mogę, ale i tak nic z tym nie zrobiłam. Nie odepchnęłam go, nic. Po prostu jedno, wielkie NIC !
Oderwaliśmy się od siebie, kiedy zabrakło nam tchu.
Przepraszam, ale ja tak nie mogę. – powiedziałam dysząc.

***
Hej !
Wróciłam i mam nadzieję, że już zostanę ;)
W miarę podoba mi się rozdział, ale opinię zostawiam Wam.
Do następnego
Pozdrawiam
Neymarowwa11 ;*

poniedziałek, 30 maja 2016

!!!! Ważne !!!!

Witajcie! Tak naprawdę powinnam zacząć od przepraszam, więc tak zrobię. Przepraszam. Moja nieobecność była spowodowana nie z mojej winy. Nie raz żal ściskał mnie za serce, że Was zawiodłam, ale nie odważyłam się nawet na napisanie posta z wyjaśnieniem. No cóż. Ten rok zaczął się dla mnie ciężko i niestety tak się stało, że to wszystko będzie ciągło się za mną przez jakiś x czasu. Postanowiłam odciąć się na trochę, porzuciłam wszystkie dodatkowe zajęcia, lekko przymknęłam się w sobie. Z moją psychiką jeszcze nie jest doskonale a o zdrowiu to nawet szkoda gadać. Jestem wdzięczna osobom, które mnie wspierały i nadal to robią, bo wiedzą, że tego potrzebuje. Niestety w tym wszystkim musiałam porzucić kilka swoich, drobnych, marzeń. Żałuję, że już prawdopodobnie nigdy się nie spełnią, a wspomnienia, i te dobre i te złe zostaną we mnie do końca. Niestety nie wiem kiedy będzie ze mną ok, mam nadzieję, że w najbliższym czasie. Przez ten okres, kiedy mnie nie było, dowiedziałam się bardzo smutnych diagnoz lekarzy, a los chciał, że kilka chorób i urazów zdarzyło się w jednym czasie, ale to i tak nie było równe z bólem, kiedy usłyszałam zdanie od pewnego lekarza, ale chciałabym to zostawić dla siebie, ponieważ pisząc to, zebrało mi się wystarczająco łez, a chciałabym przynajmniej o tym trochę zapomnieć i kodować same dobre wspomnienia ;')

Co do rozdziału. Wyszłam z wprawy ;/;) ale powoli coś piszę i za jakieś 2 góra 3 tygodnie coś powinno być ;)

Przepraszam za ten długie wyjaśnienie, ale nie chciałam, żebyście pomyśleli, ze mi się po prostu nie chciało, bo tak nie było. Ostatnio miałam do nadrobienia około 3 miesięcy w szkole z tego semestru, więc nauki też było dużo...

Mam nadzieję, że mnie zrozumiecie, bo tylko o to proszę. Przepraszam Was bardzo, z całego serducha.

Pozdrawiam;)

czwartek, 24 marca 2016

PROLOG CZĘŚCI II

Niestety nasi bohaterowie nie pogodzili się z niektórymi błędami, które popełnili. Neymara zaczęło znowu ciągnąć do alkoholu – choć z tym walczył. Mari miała potrzebę bliskości, ale niestety Neymar był wiecznie zapracowany. Nie wiedzieli co mają ze sobą zrobić i jak to zrobić. Ciężko im było żyć z tym, ze są ze sobą chyba z przyzwyczajenia. Sami nie wiedzieli. Nie czuli chemii między sobą, a ciężko jest z kimś żyć, wiedząc, że nie ma już tego czegoś. Niestety życie jak i miłość są kruche, ale powinni walczyć. Walczyć o swoją miłość, bo to było naprawdę ważne.

Każdy sam dla siebie jest
Zagadką i takąż zagadką
Jest dla drugiego człowieka


A. Kępiński


***
Oi!;*
Przepraszam, że tak krótko, ale nie widziałam sensu rozpisywania się.
Pracuję już nad następnymi rozdziałami i muszę przyznać, że nawet nawet mi się podoba, ale moje zdanie jest tu nie ważne xd
Następny rozdział zapewne na początku następnego ze względu na święta.
Ten też miał być wcześniej, ale nie wyrobiłam się z czasem i zeszło się od poniedziałku aż do czwartku ^^
Pozdrawiam ;*

środa, 16 marca 2016

57. Te quiero. + EPILOG CZĘSCI I

Dzwonił telefon Neymara, ponieważ go zapomniał i zostawił w domu. Zmieniłam lekko głos i odebrałam.
- Halo ?
- Cześć Neymar. Mała bardzo tęskni i chce się z tobą zobaczyć. W ogóle badania już przyszły i jesteś jej ojcem. Nie wyobrażasz sobie jak się cieszę ! To kiedy przyjdziesz ? – zamurowało mnie. Natychmiast się rozłączyłam i rzuciłam ty telefonem o dywan. Szybko wzięłam dokumenty dla jego menadżera i wyszłam z pokoju, zostawiając telefon an dywanie.

***

- Mari, słońce, już jestem. – krzyknął Brazylijczyk i rzucił torbę w kąt na korytarzu.
- Dla ciebie nie słońce. – powiedziałam złośliwie.
- Co ci jest znowu ? – zapytał zdziwiony i rzucił się na kanapę.
- Mała bardzo tęskni i chcę się z tobą zobaczyć. W ogóle badania już przyszły i jesteś jej ojcem. Nie wyobrażasz sobie jak się cieszę ! – zacytowałam tą babkę, a ten się tylko złapał za głowę. Czyli coś jest na rzecz. Nie żyje już. Koniec. – Masz mi jeszcze coś do powiedzenia ?
- To nie tak.
- A jak ? Zdradziłeś mnie, a teraz wstyd się przyznać. I masz dziecko !
- To nie tak. – powiedział załamany.
- A te 200 tysięcy to też nie tak ? – powiedziałam i rzuciłam w niego białym skrawkiem papieru,
- Dasz to wszystko wyjaśnić ?
- Dla mnie wszystko jest jasne. Zrobisz badania, ale tym razem ty. Być może ona je sfałszowała. – powiedziałam i usiadłam przy nim.
- Eu te amo. – powiedział i mnie przytulił, a następnie namiętnie pocałował.
- Te quiero. – zaśmiałam się.

Epilog

Można by powiedzieć, że historia zakończyła się szczęśliwie. Byli szczęśliwa rodzinką. Kochali się. Z każdym dniem zakochiwali się w sobie na nowo. Nie mogli narzekać na brak dóbr materialnych, a ni na brak przyjaciół i pomocy. Mari mogła w końcu powiedzieć, że jest szczęśliwa. Neymar mógł przyznać, że nie ciągnie go do innych lasek, a ich córeczka była zapatrzona w piłkarzy. Dosłownie. Albo raczej w synów piłkarzy. Jak się okazało Neymara jedynymi dziećmi byli Davi i jego malutka księżniczka.
Wiadomo, że nigdy nie było między nimi idealnie, ale zawsze potrafili znaleźć złoty środek na swoje kłótnie i sprzeczki.
Pamiętam jak bardzo się nienawidzili. Było coś okropnego. Nie mogli znieść siebie nawzajem, a teraz są małżeństwem.
Szczęśliwa rodzinka – ale czy można tak było powiedzieć. Byli. Nie ukrywam, ale coś się między nimi stało. Przyzwyczajenie ? Za duża potrzeba miłości ? A może zwykła niechęć do siebie nawzajem ? To w takim razie – czy ich miłość była prawdziwa ? Jak to się stało, że są razem ? Dlaczego ?
Pytań jest więcej, ale nikt na nie nie odpowie tak dobrze, jak nasi bohaterowie, bo to w końcu oni najlepiej wiedzieli jak to było, co czuli, ale czy sami się nie pogubili w uczuciach ? Sami zaplątali się w labiryncie swoich serc. Czy sami znają odpowiedź na te pytania ? Niestety nie mogę nic im pomóc, ale wiem jedno – ich serca najlepiej wiedzą, jak mają żyć. Sami nie dadzą rady …

***

Hello Helllo !!
Jestem po dość długiej przerwie.
Wiem, że rozdział krótki i prawie, że o niczym, ale nie miałam pomysłu.
Co do epilogu to w miarę mi się podoba ^^
Zamysł był taki, że dodam to w poniedziałek, ale w niedziele z temperaturą 40 stopni znalazłam się na pogotowiu. Dostałam antybiotyk i wcale nie czuję się lepiej...
Miałam szczęście, że to już miałam napisane, bo nie dałabym rady tego napisać.
I tak musiałam się zmusić, żeby dodać tego posta, bo potwornie boli mnie głowa.
Mam nadzieję, że chociaż trochę się spodoba.
Następny rozdział zapewne na początku następnego tygodnia, ale nie obiecuję.
Ja tu gadu, gadu, a Wy pewnie jesteście już znudzeni tym czytaniem xd
Dzięki, że nadal ze mną jesteście <3
Pozdrawiam wszystkich chorych ( zdrowych zresztą też ) xd ;*

sobota, 5 marca 2016

Przeprosiny !! ;(

 
Drodzy Czytelnicy !
Przepraszam Was z całego serca za to, że rozdział nie pojawił się w ostatnim czasie, ale było to spowodowane moim stanem zdrowia i brakiem czasu.
Obiecuję, że pojawi się pod koniec następnego tygodnia, albo na początku jeszcze następnego.
Mam nadzieję, że mi wybaczycie i nadal jesteście ze mną ;)
Przepraszam jeszcze raz ...
Pozdrawiam ;*
 


środa, 10 lutego 2016

56. Neymar nie oszukujmy się. Nie powiem kto tu kogo udaje.

- Nasze drogie panie. Każdy z nas wie, że interesujecie się modą. Więc prosimy was o zajęcie miejsc i zaprojektowanie czegoś. Życzymy powodzenia. Macie niewiele czasu, ponieważ dzień się jeszcze nie skończył. – zaśmiał się Dani, a my zajęłyśmy miejsca przy stolikach. Uznałyśmy, ze zaprojektujemy coś wspólnie. I padło na sukienkę i buty. Po skończeniu naszych projektów, oddałyśmy je i miałyśmy czekać, aż będą gotowe, a wtedy przyślą nam je do domów. My natomiast podeszłyśmy do chłopaków i ich przytuliłyśmy.
- A już myślałam, ze mnie zdradzasz. – zaśmiałam się i zarzuciłam ręce na jego szyję.
- Bo zdradziłem. – powiedział. Zamurowało mnie.
- Co ?! – wszystkie dziewczyny spojrzały na Brazylijczyka jak na idiotę.
- No zdradziłem. – okeej.
- To kim jest ta dzi** ? – zdenerwowałam się.
- Ja cię zdradziłem z Danim. – powiedział poważnie, a po chwili wybuchł śmiechem. Jak wszyscy zebrani. Ale nie ja. - No Mari. – powiedział i odgarnął niesforny kosmyk z mojej twarzy.
- To nie było śmieszne. – powiedziałam i zaczęłam walić pięciami w jego ramię.
- Widzę, że już ci przeszło. – zaśmiał się i pocałował mnie namiętnie. To było piękne.

***

Następnym punktem było kino, a potem wspólna kolacja w restauracji na plaży. Chłopakom się trochę od nas dostało, ale cała złość w jednej chwili nam przeszła. Oczywiście w szampańskich nastrojach wróciliśmy do domu. Ja nic nie piłam ze względu na dziecku, Neymar ze względu na leki. Kiedy wróciliśmy do domu mała już spała, a w domu było cicho. Było po 23. No trochę się zasiedzieliśmy.

***

- Wiesz, że cię kocham ? – zaśmiałam się, kiedy leżeliśmy przytuleni na łóżku.
- Oj wiem słońce. – pocałował mnie w czoło.
- A jak było na tych rehabilitacjach ? - nareszcie się może dowiem.
- Źle, okropnie źle. Bez was to jakaś klęska. Tylko ćwiczenia, ćwiczenia, i ćwiczenia. Prawie zero czasu wolnego. – wyjaśnił.
- A możesz mi powiedzieć co dalej będzie ? – powiedziałam i spojrzałam mu wyczekująco w oczy.
- Nie wiadomo. Nie wiadomo czy będę mógł dalej grać. Być może będę musiał porzucić swoje marzenia. – powiedział, a mi łzy napłynęły do oczu. Jakby nie patrzył – jestem częścią niego. I nie będę mogła znieść widoku jak cierpi, jak jest smutny, jak nie ma chęci do życia, jak nie ma chęci żyć.
- Ale nie możesz się poddać. Musisz walczyć, być silny. Damy razem radę. – powiedziałam i pocałowałam go namiętnie. Wiedziałam, że tego potrzebował. Zresztą ja też tego potrzebowałam. Oderwałam się od niego jak zabrakło nam tchu. Wyrównując oddechy, daliśmy się porwać w krainę Morfeusza.

***

W nocy kilkakrotnie budził mnie płacz. Tak samo nad ranem. Wiedziałam, że już nie zasnę, więc wstałam. Była godzina 7 rano. Byłam po prostu nie wyspana.

* Tydzień później *

Neymar zachowuje się strasznie dziwnie. Nie wiem o co chodzi. W ogóle dostaliśmy wczoraj zaproszenie na ślub Shaki i Gerarda ! Już niedługo będą oficjalnie państwem Pique ! Ale wracając do Neymara. Jest jakiś nieobecny, ciągle ma w dłoni telefon jakby na coś czekał. Nie wiem co się dzieje. Jak chcę zaczęć z nim rozmowę to mnie nie słucha. Nie wiem co się dzieje. Kiedy ja już śpię, on dopiero przychodzi. Tak było i dzisiaj, ale ja niestety nie spałam. Była godzina 3 w nocy, a on przyszedł do domu pijany.
- Witaj słońce. – powiedział i chciał mnie pocałować.
- Chodź tu. – powiedziałam i pociągnęłam go na dół, do salonu. – Co ty sobie wyobrażasz ? Ile masz lat ?! – niemal, że krzyknęłam.
- Czy ja zrobiłem coś złego ? – zdziwił się.
- Co tu się dzieje ? – zapytał Jo i zszedł na dół.
- Nie wiem. Pogadaj sobie z braciszkiem. – powiedziałam złośliwie i poszłam na górę do naszej sypialni. Zamknęłam drzwi od środka i poszłam spać.

***

- Hej Jo. Cześć Marcela. – powiedziałam i przywitałam się z nimi i zajęłam miejsce przy stole.
- Witaj kochanie. – powiedział Neymar w stylu „ja też tu jestem”. Ja postanowiłam nie odpowiadać.
- Marcela co powiesz na zakupy ? – zapytałam przyjaciółki.
- Dobry pomysł. To za jakąś godzinę ok. ?
- Jasne. – powiedziałam rozpromieniona i zjadłam jajecznicę do końca. – To jak ? Jo zajmiesz się Lu ? – poprosiłam Brazylijczyka.
- Nie ma problemu.
- Kochany jesteś. – powiedziałam i ucałowałam go w policzek. Wstałam od stołu, podziękowałam, odniosłam talerz i poszłam na górę. Ale za mną przyszedł jakiś rzep. – Czego chcesz ? – zapytałam od niechcenia.
- Pogadać.
- Wydaje mi się, że nie mamy o czym rozmawiać. Ty myślisz, ze jestem głupia i nic nie wiem, tak ? Przychodzisz prawie codziennie pijany i myślisz, że ja już śpię i nic nie wiem. Powiem ci, że wiem i to, aż za dużo. Od kiedy mamy dziecko mam bardzo czujny sen. Bardzooo. Nawet sobie nie wyobrażasz jak bardzo. Może masz mi coś do powiedzenia ? – powiedziałam i spojrzałam mu wyzywająco w oczy. Stał zamurowany. – Neymar nie oszukujmy się. Nie powiem kto tu kogo udaje.
- No przepraszam, no.
- Ale te twoje przepraszam tu nic nie da. Masz dziecko, mnie, chyba, że już się nie liczę, a w alkoholu smutków nie zatopisz. Nie dasz rady. Prędzej się zapijesz. – stwierdziłam i podeszłam bliżej.
- Teraz wiem, żałuję. – podszedł bliżej i pocałował mnie namiętnie. Nie mogłam nie odwzajemnić tego pocałunku. Po chwili moje ręce znalazły się pod jego koszulką. Ja wierze, że on się zmieni. Już raz to zrobił, a ja mu w tym tylko pomogę. Nie wiem jeszcze jaki ma problem. Ale wracając do tu i teraz. Po chwili znaleźliśmy się na łóżku. Zataczał kółka na moim brzuchu. Ja zdążyłam się pozbyć jego koszulki. Kiedy on chciał zdjąć moją przypomniałam sobie, ze to nie jest najlepszy moment. Oderwałam się od niego.
- Może nie, co ? Przynajmniej nie teraz. – powiedziałam i założyłam swoja koszulkę. On podrapał się niezręcznie po karku.
- Może i masz rację, ale teraz chce ci powiedzieć jedną rzecz. – złapał mnie za ręce. – Obiecuję, że od dzisiaj nie piję.

* Miesiąc później *

Wesele u Shakiry było świetne. Neymar nie upił się jak świnia, co jest dziwne. Co najmniej dziwne. Między nami wszystko układało się dobrze. Mało się kłóciliśmy,  Neymar wrócił do treningów. Oczywiście na meczu zadedykował pierwszą swoją bramkę, Luanie.

***

Neymar na treningu, a ja musiałam znaleźć papiery o które prosił mnie jego menadżer. Ogólnie nie mam zwyczaju grzebania w jego dokumentach, ale musiałam – sprawa była pilna. Przeglądałam segregatory i znalazłam przelew na 2000 tysięcy. Nie przypominam sobie, żeby Neymar był coś komuś krewny, a to nie było konto Instytutu, jego ojca, ani matki. Rafaelli też nie. Transakcja została dokonana miesiąc temu, wtedy kiedy Ney zachowywał się tak dziwnie. Nie było to konto firmowe, tylko prywatne. To było jeszcze nic. Z równowagi wyprowadził mnie telefon.


***



***

Oi! ;*
Jestem z nowym rozdziałem i informuje, że jest to przedostatni rozdział tej części ! Pojawi się taki epilog z wyjaśnieniami dlaczego tak się stało, potem prolog następnej części i lecimy z II częścią ;D
Od kogo był ten tajemniczy telefon i o co chodzi z tym przelewem ? ^^
Buziaczki ;*

czwartek, 4 lutego 2016

55. Dlaczego ja jeszcze nie chcę cię zabić ?

Jak mówił, tak się stało. Wrócił po godzinie. Zawołałam go do siebie i zamknęłam drzwi od pokoju gościnnego.
- Powiesz dlaczego tak szybko wyszedłeś ? – zapytałam i skrzyżowałam ręce.
- A czy to ważne ? – zapytał obojętnie.
- Bardzo ważne.
- A mi się wydaje, że nie ważne. – zaśmiał się głupio.
- Toć do cholery, Neymar. Jestem twoją żoną ! – lekko mnie poniosło, nie powiem, że nie.
- Jesteś. A ja jestem twoim mężem. I to nic nie zmienia. – uśmiechnął się głupio. Myślałam, że zaraz wybuchnę i mu przywalę.
- Ok. Chcesz tak żyć to proszę. Dzisiaj śpisz tu. Przecież to, że jesteśmy małżeństwem nic nie zmienia. – powiedziałam i wyszłam z pokoju. Przyniosłam jego rzeczy i rzuciłam o ziemię. Razem z tabletem. Dobrze, że się nie zbił, ale co tam. Przecież to, że jesteśmy małżeństwem nic, a nic nie zmienia. Cała zdenerwowana wyszłam z pokoju i poszłam do ogrodu. Stałam dłuższą chwilę, kiedy poczułam dłoń na prawym biodrze. Szybko się odsunęłam.
- Nie dotykaj mnie. – powiedziałam oburzona, zirytowana.
- Ale słońce … - próbował dalej ze mną pogadać, ale mu nie szło. Przysunął się o dwa kroki bliżej.
- Nie mów tak do mnie. Nie masz prawa mnie tak nazywać. Nie jestem twoim słońcem, ani nikim. – uśmiechnęłam się złośliwie.
- Ale Mari … - dalej próbował.
- Nie mów do mnie. W ogóle się do mnie nie odzywaj, nie zbliżaj i nie proś o nic. – powiedziałam minęłam go i poszłam do pokoju. Sprawdziłam czy malutka śpi, poinformowałam moja mamę, że wychodzę, założyłam kurtkę i wyszłam z domu. Udałam się do Rafaelli. Otworzyła mi po chwili.
- Mogę zabić twojego brata ? – zapytałam się, kiedy się z nią przywitałam.
- Jasne. Masz moje pozwolenie. – zaśmiała się. Potem wyjaśniłam jej o co chodzi, a ona mi powiedziała, że właśnie Alves też tak zrobił i też się pokłócili, ale u nich to trochę inna sytuacja, bo nie są małżeństwem. To teraz nie wiem co oni kombinują, dlatego wspólnie z Rafą zadzwoniłyśmy do Anto i Shak i okazało się, że obie też pokłóciły się ze swoimi partnerami o to samo o co my. Grabią sobie piłkarzyki, grabią. Uznałam, że nie ma sensu siedzieć dłużej u Rafy, a sama już i tak musiałam wracać do domu, bo jakby nie patrzył jestem matką i też muszę się zajmować swoim dzieckiem. Więc spacerkiem wróciłam do domu, zdjęłam buty, kurtkę i poszłam do swojej sypialni. Tam w pokoju Neymar uspokajał małą, więc postanowiłam im nie przeszkadzać. Poszłam sobie na dół i przeglądałam Ig. Neymar dodał zdjęcie małej i podpisał Moja mała księżniczka *.* Kocham <3 Lajknęłam i skomentowałam <3 Nie wiedziałam co innego napisać. Nie było co napisać nawet. Kiedy skończyłam przeglądać zdjęcia, odłożyłam telefon i patrzyłam się tępo w telewizor, w którym leciał jakiś denny serial. Po chwili dosiadł się do mnie Brazylijczyk. Na bezpieczną odległość.
- Możemy pogadać ? – zapytał, a ja uznałam, ze jestem tak zafascynowana serialem, że nie słyszę. – I tak wiem, że nie oglądasz. – nadal nic nie odpowiedziałam. – Mari nie gniewaj się.
- Ja ? Ja mam się nie gniewać ? Ha, a to dobre. Tylko, że to ty wszystko zacząłeś, bo to ty nie chcesz mi powiedzieć o co chodzi. – powiedziałam i spojrzałam na niego.
- Ale nie mogę ci powiedzieć. – powiedział zrezygnowany.
- Trudno. Ale jak nie będziesz wiedział jakie imię wybrać, to nie proś mnie o rade. – powiedziałam i wstałam.
- Co ty znowu z tymi dziećmi ?!
- To co zwykle. – rzekłam obojętnie.
- Ale Mari, to nie tak, jak myślisz. Nie zdradziłem cię. – oznajmił i poszedł ze mną do kuchni.
- Zachowujesz się jak dziecko, Neymar. Dorośnij. – powiedziałam i nalałam sobie soku pomarańczowego do szklanki.
- Ja już dawno dorosłem. – oznajmił wielce z siebie dumny.
- No jakoś nie widać. – powiedziałam złośliwie i odstawiłam pustą szklankę do zlewu.
- Niby dlaczego ? – był ciekawy o co mi chodzi.
- Mam zacząć wymieniać ? Uwierz, nie chcesz tego słuchać. – uśmiechnęłam się. Było już późno, więc postanowiłam wziąć prysznic. Kiedy byłam już gotowa do spania, położyłam się i wzięłam telefon do ręki. W pokoju niespodziewanie pojawił się Neymar i poszedł do łazienki. Po chwili wyszedł i próbował nieudolnie przed lustrem założyć gorset.
- Mari .. – odezwał się.
- Powinnam być wredna, ale ci pomogę. – wstałam i podeszłam do niego. – Daj to sieroto. – wzięłam od niego gorset i zapięłam mu wystarczająco ścisło.
- Dziękuję. – powiedział i chciał ucałować mnie w policzek, ale skutecznie się odsunęłam.
- Nie ma sprawy. – powiedziałam, on wyszedł i zostałam sama. Po chwili odpłynęłam do krainy Morfeusza. Ale przed tym jeszcze chwilę rozmyślałam. Co prawda byłam na niego zła, ale nie wiem czy nie przesadziłam. Trudno.

* Rano *

Nie obudziłam się sama. Ktoś mnie obudził. Zaspana jeszcze wzięłam telefon do ręki i odebrałam.
- Halo ? – powiedziałam mega zaspanym głosem.
- Ja go zabiję ! Ja go ku*** za chwilę zabije ! No do cholery jasnej co on sobie wyobraża ! Utłukę, zamorduje, zastrzelę i uduszę własnymi rękami ! – musiałam przerwać to.
- Ale jak ty go zastrzelisz, udusisz, zamordujesz i utłuczesz za jednym razem ? – głupio się zaśmiałam.
- To go wrzucę pod samochód. I po sprawie, chociaż pociąg też jest dobrą opcją. – uspokoiła się. Szacuj. – Ale ja mu chyba krzywdę zrobię ! Uduszę, zabije …
- Sorry Rafa, ale muszę kończyć. – powiedziałam i się rozłączyłam, ponieważ nie mogłam tego słuchać. Wiedziałam, że po tych wrzaskach i tak nie zasnę no i wcale się nie pomyliłam, ponieważ do mojego pokoju wpadła odmiana polskiej, HURAGANOWEJ BARBARY. Ale ta odmiana była gorsza. HURAGANOWA SHAKIRA.
- Ja to go chyba uduszę, zastrzelę, utłukę … - tak jak w poprzednim przypadku musiałam to przerwać.
- Ty też ? – zapytałam i zakryłam się poduszką.
- To Anto też tu była ? – zdziwiła się Shaki.
- Nie, ale Rafa dzwoniła. – powiedziałam. No nieźle. Rafa, Shaki, Anto. A ja ? Dlaczego ja jeszcze nie chcę zabić Neymara ?
- Też chciała zabić Daniego ?! Ja jej pomogę ! – Shak już chciała wychodzić, ale złapałam ją za nadgarstek.
- Chodź, pogadamy na dole. Tylko poczekaj tu chwilę. – powiedziałam i udałam się do „pokoju”, tymczasowego pokoju Barcelońskiej 11. Myślałam, że będzie spał, ale nie. – Dlaczego ja jeszcze nie chcę cię zabić ? – zapytałam i się głupio zaśmiałam.
- Bo mnie kochasz ?
- Wal się. – uśmiechnęłam się głupio i razem z Membran zeszłyśmy na dół i poszłam zrobić herbatę. Po chwili do domu wpadła jeszcze Deszczowa Rafaella i Burzowa Anto. Wszystkie, jak katarynki, zaczęły mi opowiadać, że ich partnerzy chcieli je przepraszać i się tłumaczyć, ale im nie wyszło i im nie uwierzyły.
- A ty Mari ? Neymar się odezwał ? Przepraszał ? – zapytała mnie Antonella.
- Nie. – odpowiedziałam krótko.
- Kochanie ! – usłyszałam krzyk Neymara.
- Zamknij się ! Nie odzywaj się do mnie, bo ci zaraz zrobię krzywdę.
- Widocznie ją też dopadła choroba o nazwie „Mam go dość. Zaraz mu zrobię krzywdę”. – zaśmiała się Isabel, co udzieliło się wszystkim zebranym. Neymar się już nie odezwał. No i dobrze. Bardzo dobrze.

***

Po pół godzinie, nasi faceci przyszli i każdy podszedł do swojej dziewczyny. My nadal byłyśmy na nich obrażone, ale kazali nam wziąć tylko telefon, ponieważ chcieli żebyśmy z nimi pojechały. Marcela została z Lu, a każdy zabrał się swoim samochodem i pojechaliśmy w te tajemnicze miejsce. Nie odezwałam się do Neymara, tak jak on do mnie. Kiedy dojechałyśmy na miejsce, chłopaki wzięli nas za ręce i prowadzili. Nie miałyśmy opasek na oczach. Co chwila wymieniałyśmy się spojrzeniami. Aż doszłyśmy do białych, tajemniczych drzwi.
- To niby nic takiego … - zaczął Ney.
- Ale razem z chłopakami … - dopowiedział Messi.
- doszliśmy do wniosku … - kontynuował Pique.
- że wam też należy się coś od życia. – całą wypowiedź zakończył Alves. I zaprosili nas do środka. Jak się okazało to było jeszcze nic takiego.

***



***

Oi !!
Jestem z następnym rozdziałem i powiem, że nie podoba mi się, ale nie miałam pomysłu.
Już tylko kilka rozdziałów i koniec tej części.
Ale zanim koniec to wyjdzie na jaw tajemnica Neymara, która może się okazać bardzo krzywdząca dla Mari.
Ale czy to będzie prawda czy Neymar będzie miał racje, że wszystko jest ukartowane przeciwko niemu ?
Zapraszam do komentowania ;)
Pozdrawiam ;*
Besos ;*