poniedziałek, 12 grudnia 2016

63. Idź.

Przysiadł się do mnie i okrył kocem. Upiłam łyk piwa.
- Chcesz ? – skierowałam butelkę w jego stronę. Wziął, upił trochę i oddał. Wstał na chwilę i wyszedł. Po chwili wrócił.
- Chcesz ? – tym razem to on zapytał i podstawił mi pod nos paczkę z fajkami. Wzięłam jednego i odpaliłam zapalniczką. Zaczęłam robić kółeczka z dymu na granatowym niebie. Po chwili Brazylijczyk odpalił papierosa. Siedzieliśmy oboje i patrzyliśmy na niebo. W ciszy. Nikt nie miał odwagi się odezwać.
- Co tam ? – pierwsza zabrałam głos.
- Nic, a tam ?
- Nic. – i rozmowa się urwała. – Neymar ?
- Tak Mari ?
- Sprawdzam czy jesteś… jeszcze. – nawet nie spojrzałam w jego stronę.
- Ciągle tu przecież siedzę.
- A ja ciągle cię kocham. – pomyślałam.
- Wiem. – oznajmiłam.
- To dlaczego pytasz ?
- Bo chciałam usłyszeć twój głos. – pierwsza myśl, która mi się nasunęła.
- Bo… zresztą nie ważne. – nikt już nie drążył tematu. Dopiliśmy wspólnie piwo i po kąpieli położyliśmy się do łóżka jak prawie normalna para.

***

Poranki nie należą do najlepszych, a i w moim przypadku udanych.
Zeszłam boso po drewnianych schodach i zobaczyłam jak moja mała księżniczka bawi się w salonie. Mój mąż zawzięcie smss’ował zapewne z jakąś laską, która się mu przypodobała. Nie zauważył nawet, że pojawiłam się w kuchni. Wzięłam kubek i nalałam do niego czarnej cieczy.
- Chcesz ?
- Nie. – nawet nie spojrzał.
Dolałam mleka i wsypałam dwie łyżeczki małych kryształków.
- Jesteś ?
- Nie.
- Zabrałam kawę do salonu. Usiadłam po turecku na kanapie.
- Idę.
- Idź.
Poszedł.
Wstałam. Odstawiłam kubek. Życie.

***

- Jesteś ?
- Jestem.
- A jednak cię nie ma.
Był.
Gwiazdy. Co noc to samo.
- Jutro …
- Jest dzień. – przerwał mi.
- Jest dzień. Masz rację.
Nie skończyłam. Nie było co ciągnąc tej rozmowy.
- Mogę mój koc ?
- Masz przecież to twój koc.
Wzięłam. Wstałam. Poszłam. Wyszłam. Usiadłam. Rozmyślałam.
Granatowe niebo i delikatna mżawka. To czego potrzebowałam.
- Wychodzę.
- Idź. Przecież to twoje nogi, nie moje.
Poszedł.
Zostałam sama.
Wrócił. Wziął oddech i wyszedł.
Znowu sama.

***
Może i krótki, ale chciałam, żeby każdy sobie wyobraził wszystko i zastanowił się nad kilkoma aspektami, które poniekąd poruszyłam ;D
Pozdrawiam ;D

wtorek, 29 listopada 2016

#ForçaChape

Niestety nie pojawiam się dziś z następnym rozdziałem.
Sądzę, że i tak po tym co się wydarzyło tej wczorajszej feralnej nocy, nikt nie czytałby z uśmiechem.
Ja nadal nie dowierzam, że stało to co się stało. 
Mój smutek był w opanowanym stopniu, ale wszystko pękło kiedy dowiedziałam się, że Neto leży w szpitalu, i że w ogóle był na pokładzie. 
Ktoś by zapytał dlaczego. 
Tak więc odpowiadam. 
Neto grał w Santosie, w klubie któremu oddane jest moje serce. 
Niestety przykro jest mi to stwierdzić, że do Boga odszedł Danilo. 
Po wszystkich zdjęciach które dzisiaj zobaczyłam, mogę stwierdzić, że to co się stało jest niemożliwe. 
Do tej chwili nie mogę w to w ogóle uwierzyć. 
Chcę zaznaczyć, że jako oddany kibic piłki nożnej będę cierpieć razem z Brazylią, a nawet całym światem. 
Jutro przyjdę na czarno i oddam hołd jak należy. 
Niestety, nie ma szans, żebym znalazła się w Brazylii, ale będę z nimi duchem. 
Chociaż tyle mogę zrobić. 
Świat cierpi i będzie cierpiał jeszcze przez jakiś czas, ale jak to powiedział Neymar : 
"Bóg się cieszy, bo ma mistrzów u siebie"


#ForçaChape


Ze względów, że muszę się pozbierać po tym wszystkim, rozdział pojawi się w następnym tygodniu... Mam nadzieję, że zrozumiecie ...

Wyświetlanie image3.jpeg

Najsmutniejsze zdjęcie jakie dzisiaj widziałam. Nawet te z katastrofy nie rozdarły mi serca tak jak te ...

Wyświetlanie image2.jpeg

wtorek, 15 listopada 2016

62. Nie ważne co by się działo to i tak będę dla ciebie ważna.

- Ja już nie mam na to siły, wiesz ? – zapytałam Anto, kiedy siedziałam u niej w salonie i użalałam się nad swoim życiem miłosnym.
- Ale zadaj sobie pytanie czy go kochasz.
- Właśnie nie wiem. – i przerwał nam dzwonek do drzwi. Messi się zadeklarował, ze pójdzie otworzyć.
- Cześć Leo. Przyszliśmy z Lu w odwiedziny. Mari poszła na spacer. I też właśnie o tym z nią chciałem pogadać. – usłyszałyśmy i Antonella wzięła mnie za rękę i poszłyśmy razem na góre. Partnerka Messiego doszła do wniosku, że warto ich trochę podsłuchać. Luana bawiła się z dziećmi Messich, a Neymar zajął wygodne miejsce na kanapie i zaczął rozmowę.
- Dziś siedziałem w pokoju i grałem w pokera na laptopie. Przyszła Mari i zostawiła mi na chwilę Lu. Po chwili wróciła w stroju kąpielowym, ah, wyglądała tak przepięknie, aż mi się ciasno zrobiło, ale dobra. Postanowiłem, że i ja zajdę na dół i tak zrobiłem. Zająłem się małą i w pewnym momencie, tak szybko wyszła z basenu i wróciła do domu. Martwiłem się o nią, bo jest dla mnie ważna, więc wziąłem Lu i posadziłem w salonie na dywanie, a sam pobiegłem do kuchni. Zdążyła wziąć tabletki na uspokojenie, z tego co zdołałem przeczytać. Kiedy zapytałem się czy wszystko ok., odpowiedziała, że jest dobrze, ale ja wiem, że mnie okłamała. Potem powiedziała, że idzie na spacer, bo boli ją głowa i poprosiła, żebym zajął się małą. Oczywiście się zgodziłem, bo jakbym mógł się nie zgodzić ? Martwię się o nią.
- Neymar, musisz sobie zadać ważne pytanie – czy ty ją kochasz ?
 - Nie wiem, nie wiem. – powiedział załamany. – Ona jest po prostu idealna. Ale czy ja ją kocham ? Nie wiem. Naprawdę nie wiem. – złapał się za głowę.
- Ja w tym Ci nie pomogę. – poklepał  go po plecach.
- Już i tak jest za późno, żeby cokolwiek naprawić. My się tylko ze sobą kłócimy.
- Chodź na taras, to sobie jeszcze pogadamy. – poszli z Leo na taras, a ja w tym czasie pożegnałam się z Anto i wymknęłam się. Szybkim krokiem wróciłam do domu. Po wejściu do domu, od razu udałam się do kuchni. Włączyłam radio i nuciłam sobie pod nosem, aż w pewnym momencie puścili naszą piosenkę. Osunęłam się po ścianie i płakałam jak dziecko. Nie interesowało mnie to, że może zaraz wrócić do domu. Miałam to gdzieś. Wyłączyłam radio i włączyłam tę piosenkę tak, aby leciała w kółko, a ja zajęłam wcześniejsze miejsce i płakałam. Wspominałam dobre chwile, jak i te złe. Nie poznaliśmy się w najlepszych okolicznościach, niepajaliśmy do siebie sympatią. Potem ta akcja w klubie, Brooklyn, pierwszy pocałunek, czułości, pierwszy raz, akcja z ciążą Rafy, dzieci, oświadczyny, ślub. Wszystko przeleciało przed moim oczami. Płakałam coraz bardziej. Wiedziałam, że jak Neymar zobaczy mnie w takim stanie to będzie problem. Wstałam na chwile i podeszłam do lustra. Odsłoniłam ramię i przejechałam ręką po moim tatuażu. Popatrzyłam chwilę w swoje odbicie i wróciłam na poprzednie miejsce. Nie wiedziałam co mam z tym wszystkim zrobić. Tak to zawsze szłam z każdą drobnostką do Neymara, a teraz ?
Usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi, ale nie ruszyło mnie to zupełnie. Nadal wsłuchiwałam się w piosenkę, która leciała już niewiadomy raz. Wiedziałam, żę zaraz będzie „poważna” pogadanka z Neymarem.
Ney słysząc moje szlochanie, udał się do kuchni. Spojrzał na mnie, ale nie powiedział ani słowa. Przykucnął, a po chwili usiadł obok mnie i przytulił. Tak po prostu. Szlochałam w jego koszulkę jeszcze mocniej niż przed chwilą. On głaskał mnie po włosach i plecach i co jakiś czas całował po głowie. Nadal nic nie mówił. Siedzieliśmy w ciszy. Po chwili odsunęłam się od niego i szybko wstałam.
- Przepraszam. – już chciałam uciec, ale on był szybszy i złapał mnie za nadgarstek tak, że znalazłam się w jego ramionach, twarz w twarz. Patrzyłam się w te piękne czekoladowe oczy.
- Gdzie Lu ? – zapytałam, bo nie wiedziałam do czego można się posunąć.
- U Anto. Ale teraz jesteśmy tylko my. – nie mogłam oderwać wzroku od tych pięknych oczu. Przygryzłam delikatnie wargę, a po chwili poczułam na swoich wargach ciepłe muśnięcie, które robiło się coraz bardziej namiętne. Nasze języki tańczyły ze sobą, a nasze wargi wydziwiały cuda. Moja ręka znalazła się pod koszulką, na jego klacie, a jego błądziła po moich plecach. Nagle zarzuciłam nogi na jego biodra, a on jedną ręką mnie trzymał. Po chwili zaczął zbliżać się w stronę schodów. Nadal się całując, znaleźliśmy się w sypialni. Ułożył mnie delikatnie na łóżku i na chwilę przerwał pocałunek. Popatrzył na mnie z pożądaniem, a ja przygryzłam wargę. Po chwili pozbył się mojej koszulki i rzucił ją gdzieś na podłogę. Nie byłam mu dłużna, ponieważ i ja pozbyłam się jego jednej części garderoby. Po chwili on pozbył się także moich spodenek i ja też zrobiłam to z jego spodenkami. Spojrzał na moje prawie nagie ciało od góry do dołu. Zaczął składać pocałunki na moim brzuchu i ramionach. Potem przyszedł czas na szyję i usta. Całował mnie z pożądaniem. Ja pragnęłam jego, on pragnął mnie. Upajał się moimi pocałunkami. Gładziłam jego klatę i badałam każdy mięsień od nowa. To samo było z jego bicepsem. Przejęłam kontrolę nad sytuacją i to ja całowałam go po szyi, ale nie na długo, ponieważ po chwili znalazł się nade mną Brazylijczyk. Pozbył się ostatnich części mojej garderoby, ja zrobiłam to samo. Jeszcze tylko chwila i stało się. Tak. Zrobiliśmy to ze sobą. Po wszystkim opadliśmy na łóżko i wtuliłam się w Neymara.
- Było cudownie. – powiedziałam i spojrzałam w jego oczy.
- Masz rację. Możesz mi coś obiecać ? – spojrzał na mnie,
- Zależy co.
- Że nie będziesz więcej płakać ? – spojrzał głęboko w moje oczy. Uciekłam na chwilę wzrokiem, ale po chwili ręka Neymara zmusiła mnie, abym nadal Ne niego patrzyła. – Jesteś dla mnie ważna i nienawidzę kiedy płaczesz. – powiedział to tak dosadnie, że musiałam pilnować się, żeby się nie rozpłakać.
- Obiecuję jeśli i y mi coś obiecasz.
- Słucham.
- Nie ważne co by się działo to i tak będę dla ciebie ważna. – postawiłam warunek.
- To nawet nie podlega dyskusji. – splótł nasze ręce i wtulona w jego gorące ciało zasnęłam.

***

Obudziłam się rano i zastanawiałam się czy to nie sen, ale jednak nie. Ta bajka trwała nadal. Byłam nadal wtulona w Brazylijczyka, a on mnie przytulał. Musnęłam delikatnie jego usta. Przebudził się.
- Dzień dobry. – powiedziałam.
- Dzień dobry. – powiedział radośnie i pochylił się nade mną, a następnie pocałował. Oderwał się kiedy zabrakło nam tchu.
- Która godzina ? – zapytałam.
- Młoda, żebyśmy jeszcze zdążyli coś zrobić. – powiedział seksownie, swoim zachrypniętym głosem.
- Aleś ty zabawny. – powiedziałam, a on przyciągnął mnie bliżej siebie.
- Skoro nie jesteś chętna, to przynajmniej proponuje wspólny prysznic, bo potem muszę uciekać na trening.
- Musimy uciekać na trening. – spojrzał zdziwiony.
- Wracam do drużyny. – uśmiechnęłam się.
- To cudownie. – pocałował mnie jeszcze raz w usta, a następnie oboje udaliśmy się pod prysznic. Tam tez nie było źle, ale szczegóły zostawię dla siebie. Potem ubraliśmy się, spakowaliśmy swoje torby i udaliśmy się na trening. Wyszliśmy z samochodu i każdy poszedł do swojej szatni. Wyszliśmy na murawę, chłopaki cieszyli się, że wróciłam. Wujek kazał nam ćwiczyć w parach, ale nie ćwiczyłam z Neymarem, tylko z Tello, moim „kochankiem”.
- Widzę, że się super dogadujecie, znowu. – powiedział złośliwie Cris.
- Daj spokój. Wiesz, że to nie tak.
- A jak ?! Zraz wrócicie do siebie, a ja pójdę w odstawkę. – ściszył głos.
- Kto tu mówi o powrocie do siebie ?
- Ja. – resztę treningu przemilczałam. Potem pojechaliśmy z Neymarem po Luanę i wróciliśmy do domu. Napisałam sms’a do Shak i Anto czy nie mogłybyśmy się spotkać. Zgodziły się. Za pół godziny u Shak w ogrodzie.

***

- I co ?
- No właśnie nie wiem. Żadnego „może wróćmy do siebie”, ani „kochasz mnie jeszcze”/ Sama nie wiem co o tym myśleć. – obiecałam, że nie będę płakać, a to robię.
- Nie płacz. Widocznie to wszystko potrzebuje czasu. – pocieszyła mnie Anto.
- I seksu. – dodałam.

***

Po powrocie do domu, zastałam Neymara jak śpiewał do małej, a ona się śmiałą.
- No wiesz co ? Nawet dziecko się śmieje z tego co śpiewasz. Nie umiesz śpiewać. – zaśmiałam się.
- A ty niby umiesz ? – spojrzał na mnie spod byka.
- Wiesz śpiewanie w chórze coś dało. – wytrzeszczył oczy. – Dlaczego ja nic o tym nie wiem ?
- Bo nigdy się nie chwaliłam. Nie było czym. – i poszłam na górę. W pokoju odpisałam na kilka e-maili i zajęłam się trochę porządkami w garderobie. Wieczorem zeszłam na dół i ujrzałam słodki widok. Mała spała obok Neymara. Wzięłam ją na ręce i zaniosłam do jej pokoju. Neymara natomiast przykryłam, wzięłam piwo z lodówki i wyszłam na taras. Co prawda nie było za ciepło, ale cóż.
- Wiedziałem, że tu będziesz. Po prostu to czułem.

***

Witam po długiej przerwie !
Brak weny, motywacji i wolnego czasu spowodowały to co spowodowały.
Przepraszam Was z całego serducha i mam nadzieję, że jest tu jeszcze ktoś ;)
Liczę na Wasze komentarze.
Rozdział będzie jeden w tygodniu, bo niestety mam dużo nauki i swoich pozostałych obowiązków, że inaczej się nie da.
Buziaki ;**


CZYTASZ = KOMENTUJESZ = MOTYWUJESZ !!

PS W imieniu autorki tego bloga oraz swoim zapraszam --> ( https://my-big-motivation.blogspot.com/ )

środa, 24 sierpnia 2016

61. Wybaczy mi pani moją euforię.

- Wujku, możemy porozmawiać ? – zapytałam, wchodząc do gabinetu Luisa.
- Jasne Mari, a o czym chcesz rozmawiać ? – wskazał na krzesło przed sobą.
- Chodzi o to wujku, że to jest chyba pora i czas, żebym wróciła do trenowania, oczywiście jeżeli jest taka możliwość. – powiedziałam radośnie.
- Tylko na to czekałem Mari! – zaśmiał się wujek. – Oczywiście ! Nawet od dzisiaj! – wujek mnie wyściskał.
- Wujku ? Ale z tego co pamiętam to dziś nie ma treningu. – powiedziałam zdziwiona.
- Wybaczy mi pani moją euforię. – zaśmiał się. – A tak na marginesie ? Neymar jutro będzie ? Jakbyś mogła dopilnować i przyciągnąć mi go na trening to będę wdzięczny.
- Dobrze wujku, a teraz muszę uciekać po małą. – podeszłam do drzwi. – Pa.
- Trzymaj się Mari.

***

Weszłam do domu i poszłam razem z Lu do ogrodu. Nie widziałam Neymara, ale zapewne siedział u siebie i grał w pokera. Uznałam, że pokąpałabym się z małą w basenie, więc wzięłam 2latkę na ręce i zaniosłam na górę do naszej sypialnie, po wcześniejszym zapukaniu. Wcale się nie pomyliłam – Brazylijczyk siedział z laptopem na kolanach.
- Weźmiesz na chwilę małą ? – przytaknął, a on zdjął laptopa i usadził sobie córkę na kolanach. Ja udałam się do garderoby po strój kąpielowy i poszłam do łazienki się przebrać. Wróciłam do sypialni i wzięłam ponownie Luanę. Poszłyśmy do jej pokoju, gdzie założyłam jej uroczy strój z Myszką Minie. Gotowe poszłyśmy na taras.

* Neymar *

Kiedy Mari przyszła do pokoju w stroju kąpielowym, to powiem, że byłem trochę… wiecie o co chodzi. Pociągała mnie. Jej sylwetka, uroda, charakter to była jedna, wielka mieszanka wybuchowa. Bałeś się dotknąć, ale po czasie wiesz, że da się z tym obchodzić jak z jajkiem. Postanowiłem, że ja też się przebiorę pójdę do ogrodu, jeśli one nie będą miały nic przeciwko.

* Mari *

Kąpałam się z małą w basenie, kiedy przyszedł Neymar.
- Mogę się przyłączyć ? – zapytał niepewnie, drapiąc się po głowie.
- Jasne. – odpowiedziałam. Wyglądał tak pociągająco. Jego klata zawsze mnie jarała i jarać będzie.
Neymar wszedł do basenu i zanurzył się pod wodę. Kiedy się wynurzył, przeczesał włosy ręką. Podszedł do mnie i wziął Lu. Umiał się nią zająć. Powygłupiali się trochę, a ja ze względu na to co czułam w obecnej chwili, wyszłam z basenu i owinięta ręcznikiem, poszłam do kuchni, napić się wody i wziąć jakieś tabletki na uspokojenie. Neymar zaniepokojony moim szybkim powrotem do domu, zostawił małą w salonie i przybiegł do kuchni. Trafił na moment, kiedy zdążyłam połknąć tabletkę.
- Mari wszystko w porządku ? – zapytał zaniepokojony. – Wiesz, że zawsze możesz ze mną pogadać o wszystkim. – nie poznaje cię Da Silva.
- Tak, wszystko dobrze. – okłamałam go. Nic nie było dobrze. – Zajmiesz się małą ? Ja się przebiorę i wyjdę na spacer, trochę się uspokoić i odetchnąć świeżym powietrzem, bo boli mnie głowa.
- Jasne, ale proszę, uważaj na siebie. – poszedł do pokoju, ja schowałam tabletki i poszłam na górę przebrać się w normalny strój. Wzięłam okulary, założyłam buty i udałam się na spacer. Oczywiście, zaraz po wyjściu za bramę, zaczęłam płakać. Dzięki okularom nie było tego aż tak widać. Jako kierunek obrałam dom Anto i Messiego, ponieważ z tego co wiem, Shaki i Geri pojechali z dziećmi do dziadków.
Zapukałam do drzwi, uprzednio zdejmując okulary. Drzwi się otworzyły. Anto spojrzała na mnie i zaprosiła do środka. Nie zapytała o nic, tylko od razu po wejściu, mnie przytuliła.
- Co się stało ? – zapytała przejęta.
- On.

***
Hej !
Jestem, jak widać.
Nie będę ukrywać, dlaczego mnie nie było.
Miałam dużo swoich obowiązków, spraw do załatwienia.
Na szczęście z moim zdrowiem jest coraz lepiej;)
***
Chciałabym zaprosić czytelników na tego bloga, ponieważ dla osoby, która zaczęła go prowadzić jest on bardzo ważny i spełniła, tym swoje małe marzenie. Z tego co wiem, na dniach ma pojawić się nowy post. Podeślijcie znajomym, rodzinie. Pokażcie jej, że jesteście - z góry dziękuję, bo wiem, że będzie jej niesamowicie miło! Dajcie jej kopa do działania 
Pozdrawiam ;*

czwartek, 28 lipca 2016

60. Niestety nie mogę z tobą dłużej porozmawiać, bo ktoś inny na mnie czeka.

Uznałem, że muszę odreagować, więc wspólnie z Danim zorganizowaliśmy u niego w domu imprezę. Zaprosiliśmy kolegów, laski, zamówiliśmy catering, wynajęliśmy kelnera i mogliśmy balować. Kiedy dotarłem pod dom mojego przyjaciela było już sporo osób. Pierwsze co zrobiłem po przywitaniu się z Danim, to wypicie szybkiego shota i mogłem się iść bawić. Ostatnio w moim życiu to impreza za imprezą. Zacząłem tańczyć z przypadkowymi dziewczynami. Potem wypiłem kilka shotów z przyjaciółmi i mogłem bawić się na całego. Przy następnej piosence podeszła do mnie pewna dziewczyna i zaczęła się przystawiać. Odstawiłem drinka i chętnie, bardzo chętnie z nią zatańczyłem. Przy refrenie zacząłem śpiewać :
- Kici kici miał będę ciebie brał. Będę chciał, będę miał cały koci szał.
Jej się to niezwykle spodobało, więc tańczyła przy mnie coraz odważniej. Ja, stałem za nią i trzymałem moją rękę na jej biodrze. Powiem wam, że było nieźle. Po skończonej piosence, podziękowałem i odeszła. Przystawiła się do mnie kolejna laska i nawet złożyła krótki pocałunek na moich ustach.

* W tym samym czasie Mari *

Neymar wyszedł, ale postanowiłam, ze ja nie będę gorsza i też wyjdę gdzieś. Zaprowadziłam Lu do Shaki, a sama po powrocie do domu zaczęłam się zbierać, ale niespodziewanie zadzwonił mój telefon.
- Hej Mari, ja chcę ci tylko pomóc upokorzyć Neymara. Wpadaj na grubą imprezę do mnie do domu. Twój kochany mężulek się świetnie bawi, co nie oznacza, że ty nie możesz pobawić się z obecnymi tu facetami. Do zobaczenia. – nie zdążyłam nic powiedzieć, bo usłyszałam dźwięk przerwanego połączenia. Pobiegłam do garderoby i wybrałam małą czarną i do tego najwyższe szpilki jakie miałam w swojej szafie. Zrobiłam mocniejszy makijaż, nałożyłam czerwono krwistą szminkę na usta, spakowałam telefon do kopertówki, a następnie zakluczyłam dom i swoim BMW udałam się do hacjendy Alvesa.  Weszłam do środku i przywitałam się z gospodarzem, który czekał na mnie przy drzwiach. Zauważyłam jak mój mąż bawi się z laskami na parkiecie. Dlatego wypiłam dwa głębsze kieliszki i sama dałam się porwać zabawie. Podeszłam do przystojnego gościa i zaczęłam z nim tańczyć. On był chętny. Przetańczyłam z nim piosenkę, podziękowałam i podeszłam do następnego. Bawiłam się cudownie, dopóki przez przypadek podeszłam do niewłaściwego mężczyzny, ale to tylko i wyłącznie, że stał plecami.
- Mari ? – zapytał zdziwiony.
- Też mi mężu miło cię widzieć w towarzystwie tych pięknych pań. – odpowiedziałam sarkastycznie. – Niestety nie mogę z tobą dłużej porozmawiać, bo ktoś inny na mnie czeka.
- A nie chcesz ze mną zatańczyć ? – zapytał z nadzieją.
- Z dzi*karzami nie tańczę. Sorry. – odpowiedziałam i odeszłam od niego kołysząc biodrami.

* Neymar *

- W oczach niebo, w duszy ogień. – pomyślałem o Mari i może lekko doszło do mnie co straciłem. Kiedy zobaczyłem jak tańczy z innym, przeprosiłem moją partnerkę i podszedłem do nich.
- Odpie*dol się od mojej żony ! – odciągnąłem go do Mari.
- Z tego co wiem to wy już nie jesteście razem. – odezwał się Alves.
- Zamknij się ! – powiedziałem i odepchnęłam Alvesa. – A my wracamy do domu! – krzyknąłem.
- Ja zostaję, a Ty jeśli chcesz to jedź sobie do domu. – odpowiedziała mi i totalnie mnie olała.
- Nie ku*wa! Jedziesz ze mną do domu, bo musimy poważnie porozmawiać! – krzyknąłem po raz kolejny tej nocy i poprosiłem Daniego, żeby zamówił taksówkę, która po 20 minutach zawiozła nas do domu.

* 30 minut później *
* Dom państwa Da Silva *

- Powiesz mi co ty odwalasz ? – zapytałem ją.
- A ty co robisz ? Całujesz, obściskujesz się z innymi laskami. Pomyślałeś jak ja się czuje ? Jesteś skończonym dupkiem ! – wykrzyczała mi to prosto w twarz, przywaliła i uciekła z płaczem.
- Mari ! – pobiegłem za nią do naszej sypialni, ale zdążyła zamknąć na klucz drzwi. – Wpuść mnie ! – uderzyłem z pięści w drzwi, a ona o dziwo je otworzyła.
- Znowu chcesz się mnie zapytać co ja robię ? Jeśli tak, to ja nie mam ci nic do powiedzenia. – rzekła. Poszła do drugiego pokoju i takim o to sposobem, już więcej tej nocy się nie widzieliśmy.

* Mari *
* Rano *


Wstałam rano, po cichu poszłam pod prysznic i ogarnęłam się. Potem wypiłam kawę, a następnie pojechałam taksówką pod dom Alvesa, żeby ogarnąć swój samochód, a potem miałam do załatwienia bardzo ważną sprawę …

***

Hej !!
Jestem !!
Przepraszam (znowu) za brak obecności, ale są wakacje, a ja nie mam czasu...
Teraz rozdziały będą krótsze ;/
Do napisania !!
Buziaki ;**

wtorek, 5 lipca 2016

59. Neymar, stary, ty nie to, że dramatyzujesz, tylko zachowujesz się jak Shakira w 9 miesiącu ciąży.

- Ale ja tak do cholery nie mogę ! – krzyknął. – Ja cie ku.wa kocham !
- Ty mnie kochasz ? – zapytałam z pogardą. – Proszę cię, nie oszukuj się, ani mnie. – odwróciłam się na pięcie i poszłam do pokoju, a następnie wzięłam do reki telefon i popisałam trochę z Rafą.

* Oczami Neymara *

- Ja już nie wiem co będzie dalej, ale zapewne rozwód. – powiedziałem kiedy poszedłem do Gerarda. Zaraz po sprzeczce z Mari poszedłem do przyjaciela.
- Spokojnie. Zaraz rozwód. – próbował mnie uspokoić.
- No, a co ?! Z tego już nie będzie nic ! Nic nie będzie ! To już koniec ! – zacząłem panikować, a Gerard chciał chyba coś powiedzieć. – I co ? Chcesz jeszcze powiedzieć, że dramatyzuje, tak ?
- Neymar, stary, ty nie to, że dramatyzujesz, tylko zachowujesz się jak Shakira w 9 miesiącu ciąży. – zaśmiał się Pique.
- Ja już Gerard, to sam straciłem panowanie i kontrolę nad sobą. Nie wiem co się ze mną dzieje. Jeszcze jak się pocałowaliśmy, a ona powiedziała, że… nie może. Nie wyobrażasz sobie nawet jak mnie to mocno zabolało.
- Nie wyobrażam i chyba nawet nie chcę. Teraz z tego wiem to ci potrzeba porządnej terapii alkoholowej. Poczekaj, dzwonię po resztę. – no i poszedł.

***

- Jakby nie patrzył. Mamy wady i zalety i… tajemnice. – powiedział Messi.
- Wiecie co ? Proponuję upić się, a potem… upić się jeszcze bardziej. – zaśmiał się Dani, a wszyscy go poparli. Włącznie ze mną.

* Oczami Mari *

Zaczęłam martwić się o Neymara. Była 2 w nocy, a go nie było. Zapewne, albo szlaja się po jakiś klubach, albo jest u jakiegoś kolegi schlany w cztery dupy. Postanowiłam zadzwonić do Gerarda, ale nie odbierał telefonu. Obudziłam Jo i poprosiłam, aby został na chwilę z małą. Ja zarzuciłam bluzę i udałam się do Gerarda. Z tego co wiem to Shaki była u swoich rodziców, bo po tym jak spędzałam z nią czas miałą do nich pojechać. Zapukałam, ale nikt mi nie otworzył. Złapałam za klamkę i lekko ją nacisnęłam. Weszłam do środka i od razu powitał mnie odór alkoholu. Weszłam w głąb salonu i zauważyłam całą ekipę na podłodze i kilka butelek po alkoholu. Postanowiłam zadzwonić do Antonell.
- Gdybyś martwiła się o swojego ukochanego to dobrze, żebyś wiedziała, że leży u Gerarda na podłodze w salonie i jest schlany w cztery dupy.

* Oczami Neymara *

Obudziłem się kiedy zaczęły mnie razić promienie słoneczne. Jak się okazało spałem na podłodze razem z chłopakami i butelkami po alkoholu. Przetarłem oczy, a po chwili i moi towarzysze zaczęli się budzić.
- No to żeśmy wzorowo zabalowali. – zaśmiał się Leo.
- Dziwne, że tu żadnych kobiet nie ma. – zaśmiał się Dani, a gospodarz domu udał się do kuchni po tabletki i wodę.
- Macie. – dał każdemu po tabletce i butelce. Ja opróżniłem całą na raz.
- Ja już chyba będę wracał do domu. – oznajmiłem. – Dzięki chłopaki. – pożegnałem się z nimi i udałem piechotą do domu, wcześniej zakładając okulary przeciwsłoneczne i czapkę. Kiedy wszedłem do domu, zastanawiałem się z czym się będę musiał zmierzyć.
- Dzień dobry mężu. – odezwała się złośliwie Mari.
- Od kiedy zwracasz się do mnie z przydomkiem mężu ? – zapytałem sarkastycznie.
- Od kiedy mi się podoba. – uśmiechnęła się złośliwie i poszła sobie, zostawiając woń swoich perfum.
- Nie interesuje cię to gdzie byłem ? – zapytałem neutralnie i z lekkim zdziwieniem. – Przecież ostatnio dopytywałaś się o wszystko.
- Powiem tak. Jeśli o to chodzi to pięknie wyglądałeś na podłodze u Gerarda w salonie z twoją, nawet już nie nową, dziewczyną – wódką.
- Ale skąd ty… - nie dałam mu dokończyć.
- Skarbie, nie udawaj, że jesteś taki perfekcyjny, i że myślisz, że ja nic nie widzę. – szepnęłam mu do ucha i minęłam go, tym samym udając się do ogrodu.

* Oczami Mari *

Nie wiedziałam już co można zrobić, czyli wniosek z tego taki, że już nic nie można zrobić. Ja go już chyba nie kocham, tak jak on mnie. Ale ten pocałunek…on chyba zmienił dużo. Nie
! Stop ! On nic nie zmienił, bo już się nic nie da zmienić !

***


Dlaczego ? Dlaczego nie może być tak jak było ? Dlaczego musieliśmy się zmienić ? Dlaczego chcieliśmy się zmienić ? Życie nie jest łatwe. Nikt nie powiedział, że będzie lekko. Miało być na zawsze. Na zawsze. Moje, ani jego życie nie dobiegło jeszcze końca. Obietnica nie została spełniona. Życie… nie jest tak kolorowe jakby się wydawało. Każdy chciał żyć dobrze, ze swoją miłością przy boku. Ok. Żyję przy swojej „miłości”, przy boku, ale co z tego, że ta „miłość” wyparowała ? Co mi z tego, że mam godne życie ? Co mi z tego, jeśli nie mam miłości ? Mam tylko obraz w głowie – on, ja i nasza córka. Marzenia.

***
Hej !
Zniknęłam na jakiś czas, ale to tylko dlatego, że pracuję nad innym projektem ;)
Proszę KAŻDEGO kto przeczytał o zostawienie komentarza !
Pozdrawiam ;*

poniedziałek, 20 czerwca 2016

58. Przepraszam, ale ja tak nie mogę.

- Byś może ruszył tą dupę z tej kanapy i coś pożytecznego zrobił ?! A nie ! Cały dzień leżysz rozwalony na tej kanapie i nic nie robisz ! Bo najlepiej jest mieć wszystko w dupie ! Dobrze, że tu teraz nie ma Lu. – wielce nie wzruszony pokiwał tylko bezinteresownie ramionami. – Chociaż sprzątnij tę koszulkę. – powiedziałam i rzuciłam mu w twarz czarnym materiałem.
- Zachowujemy się jak stare małżeństwo. – stwierdził, wcale na mnie nie patrząc.
- Cieszę się, że to dostrzegłeś. – rzuciłam sarkastycznie i poszłam na górę się ogarnąć i jechać do miasta. Bo oczywiście wielce królewicz nic nie załatwi.

* Następnego dnia rano *

Popijaliśmy w ciszy kawę. Cisza była przytłaczająca. W nocy mogło być tak pięknie, ale oczywiście coś, albo raczej humorek mojego męża, musiał to popsuć. Teraz śpimy z dwóch stron swojego łóżka, w odległości od siebie, która wynosi około 0,5 metra.
- Wiesz co ? To już nie ma sensu. – stwierdziłam i upiłam łyk gorącej cieczy.
- Też tak sądzę. – powiedział beznamiętnie. Bez żadnych uczuć.
- W najbliższym czasie przygotuję papiery rozwodowe. – rzekłam i odstawiłam kubek do zlewu, razem z tym, który należał do Neymara. Potem rzuciłam tylko krótkie „cześć” i wyszłam z domu.

***

- O jesteś. Weź na chwilę chodź pogadać ze mną do kuchni. – oznajmił po czym wziął córkę i usadził ją na dywanie w salonie.
- No co ? – zapytałam zdezorientowana.
- Co się z nami stało ?
Bądź dużym chłopcem i przestać do mnie słać pytania. Twe słowa to ciągi liczb, nie ułożę z nich równania. Nie umiem być suką, a ty sypiesz mi piach w ozy. Mam dosyć już chłopców co nie potrafią mnie zaskoczyć. – powiedziałam, machnęłam ręką i zaczęłam się zbierać.

***

Wieczorem zbierałam się na spotkanie z moim kochankiem.
- Zajmiesz się małą ? Nie wiem czy wrócę na noc, ale to jeszcze nic pewnego. Zależy ile przeciągnie się spotkanie. – oczywiście musiałam mu wkręcić, że idę na spotkanie biznesowe.
- Tak, baw się dobrze. – szczerze się uśmiechną. Ucałowałam tylko córeczkę i dałam Neymarowi buziaka w policzek. Kiedy tylko odwróciłam się szepnęłam pod nosem. – Będę. Założyłam tylko buty i wzięłam torebkę, w której miałam kosmetyczkę i ubrania.
Wyjechałam z garażu samochodem i pojechałam prosto pod dom mojego ‘przyjaciela’.

***

Kiedy dojechałam na miejsce zauważyłam, że światła w domu się świeciły, to znaczy, że czekał. Czekał na mnie.
Weszłam do środka i przywitałam się z kochankiem soczystym całusem w usta. Pogadaliśmy do późnych godzin wieczornych. Potem postanowiłam wrócić do domu, aby Neymar się nie zorientował, bo wtedy mogłoby być nieciekawie. A nie chciałabym tego, choć tak bardzo go nienawidzę. I już niestety ni kocham. Ale zasłużył sobie na to. Tak jak ja sobie na to zasłużyłam. Mam nadzieję, że będzie dobrze.

* Następnego dnia *

Wstałam rano. Wyszłam z pokoju gościnnego i pomaszerowałam do naszej byłej sypialni. Wzięłam ubrania i poszłam do łazienki. Neymar spał na brzuchu jak zabity. Był bez koszulki, ale jakoś wcale mnie to nie zainteresowało. Już mnie po prostu nie kręcił.

***

- Fajnie się tobą tatuś zajmował. – powiedziałam i wyjęłam z pod ławy pustą butelkę po wódce. Myślałam, że go uduszę w tamtym momencie. Zobaczyłam czy moja córeczka grzecznie się bawi i poszłam na górę razem z butelką.
- Wstawaj ! – krzyknęłam. Dopiero teraz poczułam woń alkoholu.
Neymar przetarł twarz rękami i spojrzał na mnie. Miał czerwone oczy. Ni mówcie mi, że jeszcze do tego palił.
- Miałeś się wczoraj córką zając, a nie pić ! – krzyknęłam i postawiłam butelkę na komodę, choć miałam ochotę nią rzucić o ziemię, tak, aby roztrzaskała się na milion kawałków.
- Daruj sobie ! Nic wielkiego się nie stało ! – przetarł ponownie ręką oczy.
- Nic się nie stało ?! Nic się kurna nie stało ?! – myślałam, że go tam na miejscu uduszę.
- No nic się nie stało.
- Ile ty masz lat, co ?
- No… 26.
- Mam mniej, a jestem mądrzejsza od ciebie. – rzuciłam na odchodne i wyszłam z tej jego sypialni. Zeszłam na dół, wzięłam na dół i wyszłam z domu. Postanowiłam tu wrócić dopiero wieczorem.

***

Czas zleciał szybko. Razem z Shak i Anto gadałyśmy na różne tematy. Moja córeczka usnęła w samochodzie, więc kiedy byłam w domu, zaniosłam ją na górę i ułożyłam w łóżeczku. Widziałam, że na dole w salonie siedział Neymar, więc postanowiłam z nim pogadać. Patrzył w telefon. Usiadłam obok niego i spojrzał na mnie. Miał czerwone oczy, ale też czułam alkohol.
- Piłeś. – stwierdziłam.
- Nie, ćpałem. – odburknął.
- Co ty robisz ze swoim życiem ? – zapytałam spokojnie. On schował telefon do kieszeni i spojrzał na mnie.
- Nic. – roześmiał się, ale po chwili spoważniał, kiedy spojrzałam na niego ‘spod byka’. – To co ty zrobiłaś z moim. – stwierdził.
- A co ja zrobiłam niby z twoim życiem ? Wyjaśnij mi bo nie rozumiem ? Wydaje mi się, że to dzięki mnie przestałeś pić, ćpać, palić, więc co ja mogłam zrobić nie tak ?
- To, że kiedy wszystko się sypało między nami, to nie próbowałaś tego ratować. Ja to tylko ratowałem. To ja podawałem ci rękę, kiedy spadałaś. Miałaś mnie w dupie. Ten związek się rozpadał, ty byłaś tego świadoma, ale nic nie zrobiłaś ! – podniósł minimalnie głos.
- Bo wiedziałam, że nie ma czego ratować.
- Skąd mogłaś to wiedzieć ? – spojrzał głęboko w moje oczy.
- Bo każda nasza kłótnia kończyła się kilkudniowym nie odzywaniem się do siebie, albo wyprowadzką na kilka dni.
- Ale każda kłótnia jest inna. – rzekł.
- Ale ich było już za dużo ! – krzyknęłam, ale tak, aby nie obudzić małej.
- Zamknij się ! – powiedział i wpił się w moje usta. Tego mi brakowało, ale wiem, ze tak nie mogę, ale i tak nic z tym nie zrobiłam. Nie odepchnęłam go, nic. Po prostu jedno, wielkie NIC !
Oderwaliśmy się od siebie, kiedy zabrakło nam tchu.
Przepraszam, ale ja tak nie mogę. – powiedziałam dysząc.

***
Hej !
Wróciłam i mam nadzieję, że już zostanę ;)
W miarę podoba mi się rozdział, ale opinię zostawiam Wam.
Do następnego
Pozdrawiam
Neymarowwa11 ;*